Jesteśmy w trzeciej klasie podstawówki. Ktoś z klasy przynosi papierosy. Zdobywam zapałki i we czterech biegniemy za mur i palimy. Nie wiemy, jak dobrze się zaciągnąć ale z każdym pojawieniem się dymu na moment stajemy się dorośli i męscy. Kręci nam się w głowach ale każdy po „machu” rzuca tonem znawcy, że to dobre fajki. Do klasy wracamy szczęśliwi i z lekką pogardą spoglądamy na tych, którzy na fajki nie poszli. Wieść o tym, że mamy papierosy roznosi się błyskawicznie. Dziewczyny spoglądają na nas ze strachem w oczach, a my na kolejnej przerwie biegniemy za mur. Zaciągamy się i świat leży u naszych stóp. Przed powrotem do domu trzeba coś zjeść i przeżuć gumę- rodzice nie mogą nic wyczuć. Spotykamy się po szkole i chodzimy nad rzekę. Patrzymy na fale i palimy. Poznajemy marki i godzinami gadamy o smakach. Każdy z nas ma swoją zapalniczkę ukrytą głęboko w plecaku.
Pewnego dnia nasza wychowawczyni wchodzi na lekcję i mówi, że ma informację o chłopcach palących papierosy. Cała klasa zamiera. Każdy z nas ma wrażenie, że wychowawczyni patrzy właśnie na niego. -Jeśli jesteście tak odważni, że palicie to teraz bądźcie tak odważni i się przyznajcie- grzmi wychowawczyni.
Cisza. Nikt się nie odzywa. Jesteśmy bliscy płaczu. Pani mierzy każdego z nas wzrokiem i mówi: to jeszcze wrócimy do tematu i odwraca się w stronę tablicy, by napisać magiczne słowo „Lekcja”. Niespodziewanie wygraliśmy wojnę psychologiczną.
Teraz jesteśmy prawdziwymi kumplami. Wiemy, że możemy na sobie polegać. Czujemy, że jesteśmy mocni: palimy, potrafimy kłamać, nie da się nas złapać, czujemy się jeszcze bardziej męscy.
Koniec nadszedł niespodziewanie. Na lekcji religii siostra zakonna, zaraz po modlitwie, zapytała czy to prawda, że chłopcy w klasie palą. Niby już to przerabialiśmy ale teraz było inaczej. Okłamać zakonnice to było zadanie przerastające chłopca z podstawówki. Siostra wspomniała oczywiście o odpowiedzialności przed Bogiem i chyba wszyscy poczuliśmy to dziwne ukłucie ale nie odzywaliśmy się. Milczenie zawsze dobrze nam wychodziło. Siostra zmieniła taktykę i zaczęła pytać każdego z osobna, wcześniej wspomniała coś o piekle.
Pamiętam ten widok cała klasa siedzi, my czterej stoimy ze spuszczonymi głowami, a siostra patrzy na nas z lekkim obrzydzeniem. Wtedy do klasy wchodzi wychowawczyni. Znów jesteśmy malutkimi chłopcami.
Tagi: papierosy
skomentuj (2)
Tagi: muzyka, rock, sonic youth
skomentuj (2)
Niemal każdy miłośnik muzyki marzy czasem o tym, by być dj-em. Zaprezentować światu muzykę i rzucić wszystkich na kolana. Ta przyjemność dostępna jest jednak tylko nielicznym. Reszcie pozostaje terroryzowanie swoimi ulubionymi utworami rodzeństwa, znajomych partnerów życiowych. Dla wielu to jednak za mało. Aby podzielić sie swoimi przebojami nie trzeba przecież wiele: samochód, spuszczone szyby i muzyka na full. Na początku lat 90 głośna muzyka lubiła podróżowac po polskich drogach maluchami. Sprowadzona z Niemiec techniawka i gaz wciśniety do dechy budził respekt. Technomaluchy zawsze najpierw było słychać dopiero później widać. Właściciele stawiali na rytm. Gdy rozpędzony do 90km/h maluch gnał, niczym kometa, po mieście melodia schodziła na dalszy plan. Najważniejszym zadaniem kierowcy było zachowanie życia przy równoczesnym ogłuszeniu wszystkich uczestników ruchu drogowego. By zwiększyć siłę rażenia właściciele montowali w technomaluchach domowe głośniki. W aucie zawsze był komplet, a przednich szyb praktycznie się nie zamykało. Gdy ktoś patrzył z boku robiło to wrażenie jakby masa ludzka wylewała się z auta. Dziś możemy pomysleć, że fiaty 126p nie należały do aut, które miały wiele atrakcji, jednak kiedyś nikomu to nie przeszkadzało.
Czas pędził jednak szybciej niż technomaluchy i nie obszedł się z nimi zbyt łaskawie. Z chwilą, gdy polskie granice otworzyły się na niemieckie auta posiadanie technomalucha przestało przynosić popularność na osiedlu. Auto w którym niegdyś robiono imprezy życia i uprawioano sex grupowy nagle stało się dla Polaków za małe. Na drogach nagla zaroiło się i zahuczało od golfów i bmw. Era technomaluchów dobiegła końca. Następcy byli ładniejsi, szybsi ale przede wszystkim głośniejsi. Właściele malowali auta na wściekły zielony czy pomarańczowy, żelowali włosy i ruszali w miasto. Najważniejszym sprawdzianem była oczywiście wyprawa na dyskotekę. Jeżeli auto robiło wrażenie na przebywających akurat na parkingu bywalcach dyskoteki to było oczywiste, że zrobi wrażenie na każdym. Z tego okresu pochodzą anegdoty o właścicielach bmw, którzy całe imprezy spędzali w samochodach, bo byli przekonani, że gdy wejdą na dyskoteke ich auto zostanie na pewno ukradzione. Lata mijały, wymagania wobec aut rosły a Polacy stawali się coraz bardziej wymagający. Tunning dotąd stosowany w sposób nieśmiały zawładnął umysłami posiadaczy grających aut. To co jednego dnia pokazywano w telewizji można było zobaczyć następnego na parkingu pod własnym blokiem. Nowa auta są coraz bliższe doskonałości. Kto za parę lat uwierzy w to, ze technomaluchem Polacy potrafili objechać całą Europę.
Tagi: muzyka, samochody, lata 90
skomentuj (4)
Boimy się tego, co nieznane. Straszniejszy od biedy jest strach przed nią. Ujarzmianie nieznanego to droga przez mękę. Mój ojciec, gdy uczył się obsługi komputera położył dwie dłonie na myszce i gonił kursor. Ze mną przy pisaniu bloga może być podobnie. Jeśli przy tym gonieniu trochę się pobawimy to będzie mi miło. skomentuj (4)